O NAS


Ja
Agnieszka, mieszkam w Szczecinie, z zawodu księgowa, z wykształcenia doktorantka nauk ekonomicznych, a szycie to moje życie i ucieczka od codzienności.

Mama
Wiesia, z zawodu księgowa, uwielbia szyć i rozmawiać ze mną godzinami przez telefon.  


A początek był taki....

Zaczęło się dawno temu w domu rodzinnym, mama, babcia i ciocie zawsze szyły, dziergały i haftowały. Babcia robiła swetry na maszynie! Tak! Były takie maszyny do robienia swetrów! Temat szycia był przewodni wśród kobiet w naszej rodzinie. Długie niekończące się rozmowy na temat nowych uszytych sukienek, firanek wiszących w oknach czy nowych skarpetach zrobionych na drutach. Tak kiedyś było, młodszym czytelnikom wytłumaczę. Nie było w sklepach ubrań w pięknych kolorach, tkanin w cudowne kwiaty czy swetrów z pięknym misiem na przodzie. Można było to mieć, ale jak sobie to uszyłaś albo zrobiłaś. Po drugie ubrania były bardzo drogie albo niedostępne w małych miejscowościach. Dlatego kobiety szyły.

Ja jako mała dziewczynka często siedziałam przy mamie obserwując od początku do końca jak powstaje nowa sukienka. Jako dziewczynka i nastolatka miałam bardzo dużo rzeczy uszytych czy swetry zrobione na drutach. Czasem były takie momenty, że mnie to denerwowało, chciałam mieć rzeczy kupione w sklepie, bo uszyte to takie mało trendy było.

Pewnego razu w wieku 15 lat, gdy mamy nie było, a ja siedziałam w domu bo miałam wakacje, zasiadłam do maszyny i uszyłam spódniczkę plażową wiązaną w pasie. Pamiętam jej piekny błękitny kolor do dzisiaj. 

W liceum zaczęłam szaleć z szyciem, uszyłam wiele bluzek, sukienek, spódniczek, marynarek. Kilka ubrań pamiętam do dzisiaj, dwie długie spódnice do kostek uszyte z zasłonek,  koledzy w liceum zaczęli mnie nazywać Firana albo Zasłona (chyba się poznali na tkaninie) może któryś z nich miał takie zasłonki w oknach:). Następna sukienka jaką zapamiętałam była na moją studniówkę bordowa błyszcząca skromna sukienka dopasowana do figury.

Potem były studia, niestety nie dało się szyć ubrań w akademiku - maszyna stała. Potem była pierwsza praca - nie miałam czasu. Następnie zaczęłam studia doktorskie z nauk ekonomicznych i znowu nauka nie było czasu na bloga i szycie. Po czasie zrozumiałam, że szycie i prowadzenie bloga daje mi radość i satysfakcję, a szyjąc zapominam o wszystkich problemach, nie traktuję tego jako robotę do zrobienia, tylko jako miły odpoczynek od codzienności. Czuję się wtedy szczęśliwa i zadowolona, więc postanowiłam kontynuować bloga bo szycie mam w genach :):)  

O blogu...

Bloga traktuję jako moje portfolio, pokazuję rzeczy uszyte przeze mnie lub przez mamę. Głównie z gazety Burda lub innych branżowych. Czasem pokazuję przeróbki lub inne fajne pomysły na urozmaicenie ubrań.

Bloga staram się prowadzić w luźny sposób, bez użalania, bez smucenia i mędzenia.  Sama nie lubię zbyt dużo czytać tylko oglądać, jestem wzrokowcem, dlatego  na swoim blogu też się nie rozpisuję zbyt dużo w formie lelum polelum tylko kawa na ławę. Uszyłam, to wygląda tak i tak, a tkaninę kupiłam tutaj.  Nie przepadam za rozpisywaniem się na tematy poboczne, typu jak było w szkole, albo jak jechałam do pracy to....:) Chciałabym aby tutaj panowała luźna atmosfera, niż sztywniactwo... w końcu w pracy, w szkole mamy dziś pełno stresu i problemów. Czyż nie prawda??? To po co innych obarczać tymi problemami! Czerpcie z bloga inspiracje, motywacje i do przodu!!

Dziękuję za wszystkie komentarze nawet za te krótkie "super" i "fajne", każde wejście jest dla mnie radością, każda osoba która weszła chociaż raz to jest miłe dla mnie. Stałym obserwatorom bardzo dziękuję jak mogę. Staram się odwiedzać wszystkich, którzy zostawiają u mnie komentarze, nie jestem zamknięta w swoim blogu, oglądam, wychodzę, zwiedzam wasze strony, komentuję, podziwiam i obserwuję.  Bo wiem ile czasu zajmuje prowadzenie bloga, jestem pełna zrozumienia dla wszystkich! Wszystkie wasze blogi są ciekawe!!!



PS: Czasem dodaję przepisy kucharskie, z prostej przyczyny -  na kartkach zawsze je gubię, a jak są na blogu to mi się fajnie do nich wraca.